PIB-Zentrum

Newsarchiv

15.05.09 14:57 Alter: 1 Jahre

Rejs na Wyspy Karaibskie

Kategorie: Fortbildung, Institut

 

Czyli Wieża Babel na Oceanie. - Może wybierzecie się tam razem z nami?

Hans Werner Gessmann, twórca Kierunku Psychodramy Humanistycznej, obecny Dyrektor Psychoterapeutycznego Zentrum PIB w Duisburgu w Nadrenii-Westfalii był też autorem seminarium i prowadzącym terapeutą.

Nieoczekiwane rzeczy zdarzają się w niezwykłych miejscach - i tak oto grupa psychoterapeutów niemieckich stanęła oko w oko z grupą żydowskich emigrantów z Polski, rozsianych aktualnie po całym świecie.

Miejscem akcji był statek udający się z Nowego Jorku w kierunku Wysp Dziewiczych. Celem podroży niemieckich kolegów był udział w organizowanym podczas rejsu workshopie (seminarium?) z psychodramy pod tytułem “Kultura Dialogu”. Kontakt z grupą powstał poprzez moje wcześniejsze studia psychodramy w Instytucie Burg Bergenhausen założonym i prowadzonym przez Doktora H. W. Gesmanna w RFN.

Hans Werner Gessmann, twórca Kierunku Psychodramy Humanistycznej, obecny Dyrektor Psychoterapeutycznego Zentrum PIB w Duisburgu w Nadrenii-Westfalii był też autorem seminarium i prowadzącym terapeutą. Celem podroży drugiej grupy było spotkanie z przyjaciółmi i rodziną, rozproszonymi po rożnych zakątkach globu. Organizatorem grupy drugiej był Izhak Walfish, dawny mieszkaniec Wałbrzycha, a obecnie obywatel miasta Nowy York. Obie grupy razem reprezentowały 6 krajów używając w konwersacji 7 języków (angielskiego, hebrajskiego, holenderskiego, jidisz, niemieckiego, polskiego i szwedzkiego). Nadarzyła się nam więc niebywała okazja do praktykowania kultury dialogu na płaszczyźnie internacjonalnej.

Początkowe 2 dni spędziliśmy na oceanie ciesząc oczy niezmierzoną dalą horyzontu, obserwując grę chmur na niebie, wdychając kryształowo czyste powietrze, zajadając międzynarodowe przysmaki, tańcząc do autentycznej muzyki reggae na żywo. Mieliśmy też zarezerwowaną salę na statku do wykładów i ćwiczeń. Do grupy „Shrinków”, jak żartobliwie nazwali nas uczestnicy grupy drugiej, dołączyły 2 pary laików zainteresowanych psychodramą. Aby utrzymać spójność metodyczną „Shrinki”, tzn. profesjonalni terapeuci pracowali osobno, a laicy z dr. Gessmanem oraz jego dwoma asystentami formowali grupę początkujących adeptów.

Przypomnieliśmy więc sobie, iż Jakub Levi Moreno, twórca psychodramy urodził się w roku 1889 w Bukareszcie, przybywszy z rodzicami jako dziecko do Wiednia. W latach 20-tych jako młody lekarz zapoznał się z teoriami Freuda, lecz nie stał się jego zwolennikiem, analizującym indywidualnych pacjentów; przeciwnie interesowała go głównie jednostka jako część społeczności , więc stał się pionierem psychoterapii grupowej. Spotkawszy Freuda w roku 1912 na jednym z jego wykładów odpowiedział na pytanie, czym się zajmuje (był wtedy jeszcze studentem medycyny): „A więc doktorze Freud, ja zaczynam tam, gdzie Pan kończy. Pan analizuje ludzi w sztucznym otoczeniu pańskiego biura, ja spotykam ich w ich naturalnym otoczeniu - w domach i na ulicy”.

Głównym polem zainteresowania Moreno były stosunki między ludźmi i sposób wzajemnego komunikowania w grupie. Po emigracji do USA w roku 1925 wykładał na Uniwersytecie Columbia (Columbia University) i Nowej Szkoły Badań Społecznych ( New School for Social Research). Założył też pierwszy Instytut Psychodramy w malowniczym miasteczku Beacon w dolinie rzeki Hudson. W roku 1932 Moreno zapoznał członków Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego z terapią grupową, stabilizując jej miejsce jako uznanej w świecie nauki formy terapii.

Moreno wierzył, iż pokój światowy osiągnąć można na drodze doskonalenia komunikacji między ludźmi. Nad celem tym pracował niezmordowanie pisząc książki, wykładając, prowadząc grupy terapeutyczne i szkoleniowe, aż do swojej śmierci w roku 1974. Jego dzieło kontynuuje dzisiaj wielu uczniów na całym świecie na czele z wciąż jeszcze aktywną najbliższą współpracownicą i żoną, Zerką Moreno.

Zerka Moreno skończyła 91 lat 26 czerwca 2008 roku i mieszka obecnie w Charlotesville, gdzie prowadzi workshopy i krytycznie obserwuje prace młodszych kolegów, pisząc o ich postępach i metodach pracy (m. in. w biuletynie Psychodrama Network News).

Hans Werner Gessmann praktykuje psychodramę w formie, którą nazwał psychodramą humanistyczną. Podkreśla, iż nie jest ona nową formą psychodramy, lecz raczej nawrotem do pierwotnych idei Moreno. W psychodramie humanistycznej każdy jest autonomiczną jednostką, równocześnie powiązaną socjalnie z innymi i odpowiedzialną za swoje własne życie. Jednostka ta zachęcana jest podczas sesji psychodramatycznej do refleksji i eksploracji własnej psychiki.

Praktycznie może to wyglądać tak, jak odbyło się to podczas jednego z naszych grupowych spotkań i ćwiczeń. Siedzący w kręgu uczestnicy poproszeni zostali o przypomnienie sobie jakiegoś ważnego zdarzenia z niedawnej przeszłości. Następnie każdy podzielił się z grupą swoimi refleksjami. W następnym kroku terapeuta (instruktor) poprosił uczestników, aby wstali i położyli rękę na ramieniu osoby, której słowa wzbudziły w nich najsilniejsze emocje. Osoba, która uzyskała największą ilość “głosów” stała się automatycznie bohaterem psychodramy, czyli w języku fachowym protagonistą.

Proces wyboru protagonisty nazywany jest wyborem socjometrycznym, gdyż protagonista prezentując własne uczucia, wyraża równocześnie nastrój całej grupy. Psychodrama pracuje nad tymi uczuciami spowodowanymi zdarzeniami w naszym życiu, nad ich werbalizacją i ponownym przeżyciem, włącznie z ich punktem kulminacyjnym, katharsis i zdobyciu do nich dojrzałego dystansu.

Ćwiczyliśmy również empatyczne wczuwanie się w uczucia innej osoby służąc jako auxiliary ego protagonisty, czy jego double (sobowtór). Nasz grupa zebrana z całego świata i początkowo sobie obca “ocieplała się” podczas pracy i zaczynała szukać prywatnych kontaktów w czasie wolnym.

Tymczasem dopłynęliśmy do Puerto Rico. W kraju tym, którego głową jest prezydent USA, a rządy sprawuje miejscowy gubernator, zwiedziliśmy założone w 1521 r. przez Juana Ponce de Leon miasto San Juan. Krążownik z 5000 osobami n pokładzie dosłownie wpłynął na zaludnione ulice w centrum miasta. Tak, to nie pomyłka, w San Juan port widać z każdego domu i drogi.

Niektórzy z nas udali się na romantyczną przejażdżkę konną po okolicznych plażach, inni wyruszyli pieszo w miasto. Przypłynięcie statku to ogromna gratka dla lokalnych artystów, rzemieślników oraz właścicieli sklepów i kramików. Dla zwiedzających natomiast dobrą okazją do zbliżenia się, a raczej przypomnienia sobie historii zdobycia nowego świata .

Następny przystanek na jednej z Wysp Dziewiczych - Wyspie Św. Tomasza (St. Thomas) wykorzystaliśmy na odwiedzenie Megan’s Bay - uznanej przez National Geografic za jedną z najpiękniejszych plaż świata. Woda w zatoce ma kolor szmaragdowy, a tablice na plaży przypominają aby nie karmić legwanów, które nie umiejąc czytać skradały się w pobliże plażujących licząc, że jednak uda im się zdobyć jakiś legwanowy przysmak.

Pływaliśmy i staraliśmy się plażować w bezpiecznej odległości od kokosowych palm, gdyż dojrzałe orzechy chybotały się na nich przypominając nam, że więcej turystów w tym regionie ginie rocznie od spadających orzechów niż od wszystkich innych wypadków razem wziętych. Dlatego woleliśmy je podziwiać leżąc na plecach w oceanicznej wodzie, tym bardziej, że na dłuższy pobyt na lądzie upał i tak nie pozwalał (tutaj przypominam państwu, iż był to początek października).

Kolejna wyspa, na której zatrzymaliśmy się w naszej podroży – Tortola – należy do korony brytyjskiej. Nadarzyła się nam na niej okazja do przejażdżki katamaranem, nurkowania w pobliżu raf koralowych, pływania z delfinami oraz zwiedzenia następnej Wyspy Dziewiczej - Virgin Gorda.

Zatem organizatorzy przedsięwzięcia mieli szanse przedyskutowania przyszłych projektów i planów w urzekającej scenerią malej jachtowej przystani. Kormorany wygrzewające się na dachu spoglądały pobłażliwie i bez najmniejszego zrozumienia dla naszej nadgorliwości w pracy.

Następne 2 dni w drodze powrotnej upłynęły nam na intensywnej pracy (5 godzin psychodramy dziennie) i niemniej intensywnych rozrywkach na statku. W sumie krążyliśmy 8 dni wspólnie po oceanach (oprócz Atlantyku, zahaczyliśmy też o Pacyfik), poznawaliśmy siebie i otaczający świat, opowiadaliśmy o krajach w których żyjemy, kłóciliśmy się i godzili…

Jednym zdaniem - praktykowaliśmy kulturę dialogu i pokój między narodami. Tym razem na Atlantyku.

W przyszłym roku planujemy 2 rejsy poświęcone kultywowaniu psychodramy: jeden w lipcu z Port Canaveral (miejsca, z którego startują rakiety w kosmos) połączony z tygodniowym pobytem na Florydzie; drugi z Nowego Jorku połączony z pobytem w tymże mieście. Może wybierzecie się tam razem z nami?

cuda_polski.netbird.pl

Elwira Blazewicz